To będzie taki luźny wpis – nie że o wszystkim i o niczym, ale na pewno o różnych rzeczach po trochu. Przy okazji zaproszę Was do przesłuchania kilku naprawdę dobrych piosenek – może Wam się spodobają. Zanim jednak to wszystko nastąpi, na początek disclaimer, bo czasami trzeba. Jeszcze ktoś by później składał reklamację, albo co… Otóż post, zgodnie z tytułem, dotyczy rozmowy. Nie prawd objawionych, absolutnych i niepodważalnych. W pewnym momencie mój mąż wypowie również kwestię, która może potencjalnie obrażać uczucia religijne, dlatego pamiętajcie proszę o dwóch rzeczach: 

– Czytacie na własną odpowiedzialność.

– Zarówno ja, jak i Książę szanujemy większość religii (nadal nie wyrobiliśmy sobie opinii na temat kultów TikTokowych, takich jak Step Chickens, więc nie mogę napisać, że wszystkie), nie chcemy nikogo obrażać, po prostu mamy do tego pewien dystans.

Rozmowa

Przedstawię Wam dzisiaj skrawek naszej codzienności i naszych przemyśleń rodzących się w głębokich godzinach nocnych.

Mój mąż, szczególnie w okresie pandemii, kiedy pracuje z domu i nie musi zdążyć co rano do pracy na nie-do-końca-sprecyzowaną-godzinę, zdecydował się gardzić tak zwanym rytmem dobowym. Kładzie się spać wtedy, kiedy akurat go natchnie. Ja z kolei, bez względu na to, jak często i usilnie staram się to zmienić, jestem stworzeniem semi-nocnym. To znaczy, teoretycznie kładę się na noc spać i wstaję rano, ale ta noc jest już zwykle głęboka, a rano zaczyna się dla mnie dopiero o dwucyfrowych godzinach. 

Kunwaray – Jest noc, wszyscy ludzie już śpią, zniknęły ze świata podłość i intrygi. Oczu nie mogą zmrużyć jedynie ci, którzy tęsknią za widokiem ukochanych twarzy… Piosenka wyjątkowa, bo śpiewana w pakistańskim pendżabskim – języku, który nie jest zbyt popularny – sami mieszkańcy pakistańskiego Pendżabu starają się z niego nie korzystać, “bo to wstyd”. Trochę jak z kaszubskim.

Nasze nawyki sprzyjają więc nocnym Polaków (względnie Polki z Pakistańczykiem w tym wypadku) rozmowom. Ostatnio kładłam się spać około czwartej, a mój mąż przyszedł mnie do snu utulić i zamiast śpiewać kołysankę o Wojtusiu i iskiereczkach z popielnika, wymyślił sobie, że będziemy rozmawiać. Na rozgrzewkę zapytał, co słychać w Polsce. I co nowego? Jakieś ploteczki?

– Serio? Chcesz ploteczki?
– Taaak!
– Ależ z ciebie pakistańska cioteczka… No dobrze, pamiętasz Iksińską?
– Tę twoją znajomą co się rozwodziła?
– No… Już ma nowego faceta. Zobacz, jaka femme fatale. Naprawdę nie rozumiem facetów. Moje fajne przyjaciółki mają problemy ze znalezieniem jednego chłopaka, a im brzydsza, im głupsza, tym większy przerób…
– No ale chyba kobiet też nie rozumiesz…?
– Rozumiem! Ale tylko w teorii. Widzisz, dużo dziewczyn w Polsce wychodzi z założenia, że bez mężczyzny nie są nic warte, więc biorą pierwszego lepszego z brzegu, który jest chociaż umiarkowanie zainteresowany…

Presja społeczna

W tym miejscu zaczęłam mężowi tłumaczyć, że polskie społeczeństwo uparło się uznawać singielki za wybrakowane. Mężczyzna staje się dla kobiety swojego rodzaju certyfikatem jakości. Jeśli dziewczyna nie ma chłopaka, to znaczy, że coś z nią jest nie w porządku. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo ładna, mądra, wysportowana, jakieś talenty nawet przejawia… Właściwie, im pozornie lepsza, tym bardziej coś z nią musi być nie tak, skoro żaden się nie “skusił”. Pytanie “czy masz chłopaka” słyszymy już we wczesnym wieku nastoletnim. Czy ktoś w ogóle się zastanowił nad tym, jak bardzo patologiczne jest spytanie trzynastolatki, czy ma kogoś? I jakim cudem jest to ważniejsze niż jej pasje, zainteresowania, osiągnięcia? “Po co robisz te doktoraty? Życie marnujesz, znalazłabyś sobie w końcu kogoś…” I tak do znudzenia. A jeśli dodatkowo trafimy na osobę mniej bystrą, która i tak nie ma pomysłu na siebie i na swoją przyszłość, znalezienie sobie faceta wydaje się odpowiedzią na wszystkie problemy. Skoro masz chłopaka, to znaczy, że wszystko z tobą w porządku, nie musisz już nic nikomu udowadniać. 

Książę mój wywód przemyślał, po czym stwierdził, że w Pakistanie jest do pewnego momentu całkiem odwrotnie. Jeśli już, pytano by “dlaczego MASZ chłopaka?!”, gdyby to w ogóle była opcja. Dziewczęta w Pakistanie są zachęcane do nauki, do rozwijania talentów. Tylko po to, żeby pewnego dnia rzucić to wszystko w cholerę i wyjść za mąż. Jeśli z kolei nie powiedzie jej się w nauce, to też nie problem, po prostu wyda się ją za mąż ciut wcześniej – tu akurat można by się doszukiwać pewnych podobieństw z Polską.

Po oblanym egzaminie chłopak vs dziewczyna

Różnice pojawiają się ponownie przy temacie przygotowań do nowej drogi życia. Polskie “masz chłopaka?” zachęca dziewczęta do zaznajamiania się z płcią przeciwną – niekoniecznie należy to odczytywać jako eufemistyczne określenie pożycia seksualnego, mam na myśli też zwykłe przebywanie ze sobą, rozmowę i inne czynności pozwalające na postrzeganie się nawzajem jak ludzi, a nie kosmitów. Z kolei w Pakistanie, jakiekolwiek kontakty między nastoletnimi chłopakami i dziewczynami są wciąż niemile widziane. Dobra dziewczynka ma się uczyć, przynosić do domu piątki, ładnie wyglądać, dobrze się zachowywać w towarzystwie i udawać, że płeć przeciwna nie istnieje. W razie, gdyby udawać nie mogła, ma przed ową wrogą płcią uciekać. Aż pewnego dnia, postawią przed nią chłopaka i powiedzą, cytując Księcia, “here, fuck this one” (masz, z tym się prześpij). 

Kolonializm i brzemienne dziewice

Książę, jak na człowieka urodzonego na subkontynencie przystało, o wiele rzeczy obwinia kolonializm. I nie zrozumcie mnie źle – ja się z nim w większości przypadków zgadzam. Jakby nie patrzeć, Brytyjczycy to chyba największe nieszczęście w historii kolonizowanych przez siebie krajów. I nie chcę tu słyszeć o “postępie”, który przywieźli ze sobą w darze. Jeśli ktoś bardzo chciałby się jednak wykłócać, to proponuję najpierw obejrzeć serię dokumentów na temat kolonializmu brytyjskiego wyprodukowaną przez Vice. Przykładowo:

Zgodnie ze swoją tendencją, mój mąż uważa również, że to Brytyjczycy są odpowiedzialni za obecną pruderię mieszkańców subkontynentu. I szczerze mówiąc, ciężko się z nim nie zgodzić, przynajmniej częściowo. Jakby nie patrzeć, Indie to kraj, w którym wynaleziono Kamasutrę – wizerunki splecionych w miłosnym uniesieniu (przybierającym najwymyślniejsze pozy) kochanków zdobiły w Indiach nie tylko budynki świątyń, ale też prywatne domy. Potem nastąpiła kolonizacja i BANG! Mamy kraj, w którym w filmach nie można pokazywać scen pocałunku – jest to oczywiście ogromne uproszczenie, ponieważ historia bollywoodzkich całusów jest dużo bardziej skomplikowana i niekoniecznie popiera powyższą tezę. Nie zmienia to jednak tego, że czasy Kamasutry dawno już minęły. A Brytyjczycy na to: Oh sweetie, being prude is so last century (ależ pruderia była modna w ubiegłym wieku)!

Teraz nastąpi fragment, który, jak ostrzegałam na samym początku, może zostać uznany za lekko bluźnierczy. Mianowicie, mój mąż stwierdził filozoficznie, że Virgin Mary fucked it up for you all (w cenzurowanym tłumaczeniu: to wszystko przez Świętą Panienkę). Idealna kobieta – matka i dziewica. 

Od razu zaznaczam, że nie tyle Maryja wszystko popsuła, co Maryja stanowiła ucieleśnienie tego, co już do końca poprawnie nie funkcjonowało w związkach damsko męskich. Jak to słusznie zauważyła Basia z Jedno Oko na Maroko, tendencja do kontrolowania kobiecej seksualności od zawsze leży w naturze mężczyzn i ma podłoże czysto biologiczne.

Islam a równouprawnienie

Rozochocony swoim wykładem, mój ukochany sierściuch stwierdził, że kolonializm jest również odpowiedzialny za dyskryminację płciową. I teraz wpłyniemy na bardzo głębokie wody, dlatego proszę trzymać się mocno relingu i nie wychylać za bardzo za burtę. 

Dyskryminacja płciowa w kulturze Zachodu jest obecna od zawsze. Już św. (nooo… umownie) Paweł dowodził kobiecej niższości, a św. (równie umownie) Tomasz z Akwinu twierdził, że dziewczynki rodzą się z uszkodzonego nasienia, a ich wartość polega na zdolnościach rozrodczych i wykonywaniu prac domowych. O mądrościach ich “świętego” kolegi Augustyna nie będę nawet wspominać. Wystarczy sięgnąć po książki Jane Austen, żeby się przekonać, że wcale nie tak dawno, kobiety w Anglii nie miały prawa do dziedziczenia majątku po ojcu. A co z prawem do edukacji? Co z prawem do głosowania? Z obecnością polityczną? Innymi słowy, tak przez nas gloryfikowana (choćby podświadomie, bo przecież nasza!) zachodnia kultura traktowała płeć piękną jako zdecydowanie gorszą. 

Kontrastowo, Islam od początku przyznawał kobietom wiele praw, z których ich zachodnie siostry miały skorzystać dopiero wiele wieków później. Kobiety miały się uczyć, głosować, a nawet kandydować. Już żona proroka, Aisha, odgrywała ważną rolę polityczną zarówno za życia, jak i po śmierci Mahometa. Sam prorok w swoim ostatnim kazaniu, wiedząc, że niedługo umrze, postanowił skupić się na równości wszystkich ludzi – bez względu na płeć i rasę. Brzmi to oczywiście cudownie, ale nawet w samym Koranie łatwo znaleźć zaprzeczenie. Co więcej, mamy przecież kraje muzułmańskie, w których dyskryminacja rozwinęła się konkursowo bez pomocy brytyjskich (czy jakichkolwiek innych) najeźdźców. Oczywiście nie zmienia to faktu, że przynajmniej w przypadku subkontynentu, kochani piewcy zachodniej cywilizacji, zdecydowanie nie pomogli. Dobra, wracamy na płytsze wody. Jeśli kiedyś zapragnę jednak robić doktorat, być może zdecyduję zbadać ten temat obszerniej. 

Wiedźmy

Zwiastun Churails

Jakiś czas temu wspomniałam na Facebooku, że będziemy z Księciem oglądać nowy pakistański serial Churails (tłumaczone jako Wiedźmy, bardziej trafnie – Demonice). I obiecałam dać znać, czy warto. Otóż… WARTO!!! Po stokroć warto. Serial jest genialny, nie tylko jak na standardy pakistańskie. Jest po prostu międzynarodowo świetny. I dosyć silnie związany z tematyką dzisiejszego wpisu, dlatego o nim wspominam. Znowu potwornie żałuję, że nie potrafię pisać recenzji, ale postaram się jak najlepiej skonkretyzować te moje zachwyty. 

Usprawiedliwiając się brakiem doświadczenia w pisaniu opinii na temat filmów, zacznę od przedstawienia Wam czterech głównych bohaterek, a dopiero później przejdę do opisu fabuły:

Sara – młoda, ambitna prawniczka, która jak na wzorową Pakistankę przystało, porzuciła karierę na rzecz roli żony (bogatego, wpływowego polityka) i matki (trójki dzieci). Pewnego dnia odkrywa, że jej mąż ma co nieco za uszami, o czym świadczą znaczne ilości zdjęć kobiet w jego telefonie.

Jugnu – lekko rozbestwiona rozwódka z bogatej rodziny, organizatorka wesel, której kariera załamuje się po niefortunnym wypadku podczas jednej z organizowanych przez nią imprez (warto zapamiętać – hortensje są cięższe niż goździki). Z powodu traumatycznej przeszłości, uzależniona od alkoholu.

Zubaida – młodziutka dziewczyna z bardzo religijnej rodziny. Przez ojca zmuszana do noszenia burki, eskortowana wszędzie przez młodszego (i na szczęście bardzo przekupnego) brata. Jej prawdziwą pasją jest boks, który uprawia w ścisłej tajemnicy przed ojcem zamordystą. Również w sekrecie korzysta z aplikacji randkowej, na której poznaje hakera z sześciopakiem.

Batool – w pewnym sensie najtragiczniejsza z postaci i najstarsza z Churails. Poznajemy ją, kiedy wychodzi z więzienia po 20 latach odsiadki, na które została skazana za zabicie męża (ze szczególnym okrucieństwem). Spoiler: należało mu się. 

Mężczyźni będą cierpieć

Akcja serialu zaczyna się w momencie, kiedy te cztery, zupełnie od siebie różne kobiety spotykają się ze sobą. Zmęczone dyskryminacją i, mówiąc wprost, wkurwione bezkarnością facetów, którym wolno wszystko – postanawiają coś z tym zrobić. Mardko dard hoga – mężczyźni będą cierpieć. Pierwsze odcinki serialu przypominają mroczną, znacznie głębszą wersję naszej rodzimej komedii “Porady na zdrady”. Pod przykrywką sklepu z odzieżą dla dobrych muzułmanek, Wiedźmy oferują usługi detektywistyczne. Jeśli jakakolwiek pani podejrzewa swojego męża o zdradę, Churails dostarczą dowodów. A korzystając z prawniczego doświadczenia Sary, zaoferują też poradę w zakresie prawa rozwodowego.

Jednak w przeciwieństwie do polskiej komedii, pakistański serial rozwija się dość dynamicznie i bardzo szybko wychodzi z tych wyświechtanych ram. Po każdym kolejnym odcinku musieliśmy zbierać szczęki z podłogi. Nie będę Wam zdradzać szczegółów – mam nadzieję, że kiedyś zdołacie tę produkcję obejrzeć. 

Jeśli jeszcze Was nie zachęciłam, to dodam, że abstrahując od samej fabuły, poruszanych tematów (do których za moment wracamy), serial jest po prostu świetnie zrobiony. Aktorsko fenomenalny – chociaż producenci postawili na niezbyt znane aktorki (te i tak się pojawiają – w rolach epizodycznych), każda jedna z nich wspina się na wyżyny swojego kunsztu. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie Nimbra Bucha, znana głównie z ról teatralnych, która wcielając się w rolę Batool – “morderczyni”, stworzyła niezwykle ekspresyjną postać. 

Każdy detal produkcji został starannie dopracowany, widać współpracę z pakistańskimi artystami w każdym aspekcie – od strojów (to prawdziwa rewia nowoczesnej pakistańskiej mody!), przez wystroje domów, po niezwykłą oprawę muzyczną, której część pozwoliłam sobie Wam w tym poście zaprezentować.

Utwór otwierający Churails. 

Potrzebuję tego…

… bardziej niż ciebie, bardziej niż dzieci I to jest szczera prawda. – Mówi Sara do swojego męża. Pokazując tym samym, że życie pakistańskiej kobiety nie ogranicza się do roli żony i matki. Że po ślubie jej ambicje nie umierają spokojnie, śmiercią naturalną. Są powoli i systematycznie mordowane – przy każdym wspólnym posiłku, na przyjęciach, na szkolnych wywiadówkach. Umierają długo i w okropnej agonii. A jeśli ich właścicielka postanowi o nie zawalczyć, wypowie wojnę całemu społeczeństwu. I będzie musiała zmierzyć się z konsekwencjami.

Churails przełamuje niejedno tabu. Odważnie i bezkompromisowo wyciąga najdelikatniejsze tematy, przez dziesiątki lat unikane w przestrzeni publicznej. Przedstawia wielowymiarowe, niezwykle barwne postacie kobiet, porusza problem dyskryminacji: płciowej, rasowej (Jeśli chciałaś wywołać skandal, trzeba było wyjść za białego! Czarny to już przesada!) i klasowej. Bezlitośnie obnaża obecną na każdym kroku hipokryzję, bezpardonowo zwraca uwagę na sytuację osób homoseksualnych w Pakistanie. Porusza też tematy aborcji, przemocy w rodzinie, wykorzystywania seksualnego – wydaje się, że to strasznie dużo jak na jeden serial, prawda? A jednak każdy wątek został do fabuły wpleciony po mistrzowsku. Co więcej, mam wrażenie, że żaden z nich nie jest przy tym traktowany po macoszemu. 

Churails jest brutalne, szokujące, ale w żadnym wypadku nie jest to bezzasadne epatowanie przemocą – każda scen, nawet najbardziej “krwista” jest tam potrzebna. 

Jakkolwiek serial jest bardzo mroczny, depresyjny (choć nie pozbawiony dużej dawki czarnego humoru), paradoksalnie zostawia miejsce na nadzieję. Obok pierwszoplanowych postaci kobiet – poturbowanych przez życie, ale silnych i zdeterminowanych, obok męskich dewiantów i potworów, pojawiają się w nim również postacie mężczyzn, którzy wspierają ukochane kobiety. Wycofując się na drugi plan, z całych sił zapewniają im oparcie, nie lękając się przy tym o utratę męskości.

Cenzura   

W sumie nic dziwnego, że serial został w Pakistanie zakazany… przynajmniej na chwilę, ponieważ decyzja Pakistan Electronic Media Regulatory Authority (taka instytucja, która decyduje, co zostaje dopuszczone do kin, telewizji itp.) spotkała się z tak wielkim sprzeciwem, że wywołała prawdziwą medialną burzę. Rząd uległ. Co znowu dowodzi tego, jak ważna jest to produkcja. 

Co ciekawe, do wyświetlania został dopuszczony głośny film Zindagi Tamasha (Życia krąg, jak w Królu Lwie) w reżyserii Sarmada Khoosata, który jako pierwsza pakistańska produkcja otrzymał nagrodę Kim Jiseok na koreańskim Busan International Film Festival 2019. Jakkolwiek jednak rząd tym razem nie próbował stawać na przeszkodzie, w pokazywaniu filmu w Pakistanie przeszkodziły kręgi islamskich radykalistów, którzy zagrozili, że powstrzymają wyświetlanie Zindagi Tamasha na swój własny sposób. Khoosat postanowił sam zablokować swój film – uniemożliwiając to rządowi i fanatykom.  

Doskonale uwidacznia to podział społeczny w Pakistanie – z jednej strony środowisko postępowe, chcące normalnego życia, rząd, który chociaż niechętnie, jest skłonny pójść na ugodę i środowisko zradykalizowane, trzymające wszystkich w szachu, pod groźbą aktów terroru.

Rozmowy po 

Uwaga, w tej części będzie trochę spoilerów. Według mnie nie wpłyną na przyjemność oglądania, ale ja jestem przyzwoita jednostka, więc na wszelki wypadek uprzedzam!

Churails oglądaliśmy wszyscy. Z moją Teściową na czele. Jak tylko usłyszała, że ja również widziałam ten serial, z przejęciem wykrzyknęła:

– A wiesz, że ta scena, w której żona zabija męża i robi z niego nihari to naprawdę się wydarzyła?!

Ano, wydarzyła. O tym opowiem Wam jeszcze na sam koniec. (Kusiło mnie tu niesmacznie zażartować, ale jednak się wstrzymam, żeby Was przesadnie nie gorszyć.)

Kiedy spotkaliśmy się świętować książęce urodziny, Churails i poruszane w nim problemy całkowicie zdominowały naszą rozmowę. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię analizować filmy (a także seriale i książki), które mi się podobały. Rozkładanie ich na czynniki pierwsze, zwłaszcza w towarzystwie, pozwala mi odkryć więcej niuansów i pełniej zrozumieć, to co czytałam/oglądałam.  

Tym razem długo zachwycaliśmy się muzyką, ja z najstarszą szwagierką rozpływałyśmy się nad strojami, aż wreszcie zapytałam o to, co nie dawało mi spokoju. W serialu pada stwierdzenie, że pewna kobieta była dręczona przez teściów przez swoją ciemną skórę. Obsesja Wschodu na punkcie bladej karnacji to dla mnie nihil novi  – zdaję sobie sprawę, że ciemniejszy kolor skóry może prowokować nieprzyjemne komentarze, stąd też niezwykła popularność kosmetyków wybielających w ofercie wiodących azjatyckich marek kosmetycznych. Ale, żeby teściowie, którzy zwykle sami wybierają sobie synową, dosłownie ją dręczyli z powodu ciemnej karnacji? 

Okazało się, że owszem. Dziewczyny o ciemniejszej skórze wciąż mają szansę na zamążpójście, szczególnie, jeśli wnoszą ze sobą spory posag (tak przy okazji – w Pakistanie weszło prawo oficjalnie zakazujące posagu), ale ich życie nie należy do łatwych. Wiele osób uważa, że nie ma nic gorszego, niż ciemna dziewczyna… Wszystko inne jest w porządku.

To skoro już o ciemnej skórze mowa – przepiękna, hipnotyzująca piosenka Kaala rey (Czarny, czarny jest mój ukochany, czarne jego ciało, czarna dusza, czarne zniewagi spływaja z czarnego języka…), z ulubionego filmu Księcia – Gangs of Wasseypur (teledysk z tego filmu). Pojawia się również w Churails

Podobno koncept ciemnej skóry jako cechy wybitnie niepożądanej na stałe gości w pakistańskiej mentalności, przejawiając się nawet w mowie. Na przykład, często mówi się: nie pij tyle kawy, bo będziesz ciemna. Jakżebym chciała, żeby picie kawy tak działało… Matki są przy tym obwiniane o zbyt ciemną karnację córek (nawet jeśli to ojciec jest “tym ciemniejszym”), dlatego kobiety mają obsesję i próbują wybielać skórę już małym dziewczynkom.

Jest to oczywiście potworne, ale w swojej absurdalności bywa śmieszne. Na przykład jedna z pakistańskich rodzin, zobaczywszy swoją młodą krewniaczkę po raz pierwszy, zareagowała następująco:

– Ale dlaczego ona jest taka ciemna? Przecież urodziła się w Stanach!

Szwagierek się przyznał, że on również jako dziecko myślał, że wszyscy Pakistańczycy, którzy mieszkają w Stanach są bladzi. No cóż. Nigdy nie mówiłam, że mąż siostry mojego męża jest inteligentny…

Podczas dyskusji o Churails wyszło również na jaw, że moje szwagierki nie mają pojęcia jaka jest różnica między niqabem a burką. Ja myślałam, że wiem, ale Churails kazało mi zweryfikować moje poglądy i wróciłam do punktu zero. 

Kanibalizm (czytajcie na własną odpowiedzialność)

To wróćmy do tego mordowania mężów i przerabiania ich na schabowe. W Churails pokazane jest jak zdradzona żona podrzyna mężowi gardło (choć zakładam, że wykrwawienie nadal nie czyni jego mięsa halal!), następnie z niewiernej nogi przyrządza aromatyczne nihari. Jak wiecie, Teściowa jako pierwsza powiedziała mi, że to historia z pakistańskiego życia wzięta (co Książę skwitował słowami: tak, tak, mamo, Maja już jest wystarczająco zainspirowana, nie musisz jej dalej zachęcać). Tego samego wieczoru, mój mąż opowiedział mi na dobranoc pełną historię:

Otóż kobieta zdradzana przez męża, rzeczywiście go zabiła, poćwiartowała (ponoć to standardowa groźba używana przez pakistańskie żony “poćwiartuję cię!”, ta pani po prostu postanowiła nie poprzestawać na słowach), ugotowała z niego briyani (chyba ciut łatwiejsze niż nihari), a następnie nakarmiła nim teściów. Nie wiem, jakiej Książę oczekiwał reakcji z mojej strony, ale chyba nie radosnego okrzyku: “Cudowne!”

W każdym razie rano postanowiłam sprawę zbadać, bo skoro mam Wam tę historię opowiedzieć, to lepiej się upewnić, czy było to briyani, czy nihari – wszak diabeł tkwi w szczegółach.

Niestety. Była to korma. I nikt nikogo nie zjadł, skończyło się na gotowaniu, bo życzliwi sąsiedzi donieśli. I historia jest dużo bardziej dramatyczna:

W 2011 w Karaczi, Zainab Bibi zabiła swojego męża, który napastował jej córkę z pierwszego małżeństwa. W zabijaniu i ćwiartowaniu pomagać jej miał siostrzeniec (a może bratanek). Późniejsze czynności kulinarne miały pomóc w pozbyciu się ciała bez śladu, a nie, jak w makabrycznej opowieści Księcia, w perwersyjnym ukaraniu teściów za złe wychowanie syna. Chociaż nie wiadomo, gdzie w końcu trafiłaby ta korma, gdyby nie sąsiad, któremu przeszkadzał specyficzny zapach… 

Tym optymistycznym, kulinarno-kanibalistycznym akcentem, będziemy chyba kończyć, zanim wymyślę coś jeszcze upiorniejszego. Dajcie znać, co na obiad!

A na pożegnanie, pakistański “dziewczyński” punk rock. Aż chce się skomentować: “Trzeba było nas nie wkurwiać!”