Ślub cywilny, czyli jak poślubić cudzoziemca i nie zwariować?

Przyjmując wariant ekonomiczny, w Polsce za wesele na średnio 100 osób zapłacimy od 20 do 50 tysięcy złotych. Na szczęście ani ja, ani mój pół-mąż, ani moi Rodzice, ani nawet Teściowa nie nalegali na wesele. Mama wynegocjowała ze mną tylko uroczysty obiad na 30-40 osób. Planowałyśmy zorganizować go na Darze Pomorza, zatrudnić kwartet smyczkowy, zamówić najlepszą firmę cateringową i zaprosić tylko kilka osób z rodziny i moich najlepszych przyjaciół. Ze strony Księcia raczej nikt się nie wybierał, ale nawet z całą jego najbliższą rodziną i kilkorgiem przyjaciół zmieścilibyśmy się w mniej niż 40 osobach. Taki scenariusz mi odpowiadał, na tradycyjne wesele nie zgodziłabym się nigdy. Z zasady nie przepadam za imprezami, na których występuję w charakterze głównej atrakcji i nie mogę się w dowolnie wybranym momencie dyskretnie zmyć.

Jak większość moich planów około-ślubnych (łącznie z zaręczynami, o których możecie przeczytać w jednym z wcześniejszych postów), ten również diabli wzięli, a wszystko przez polskie przepisy i panie Halinki (jeśli nie wiecie o co chodzi, proszę szybciutko wygooglować panią Halinkę!) w urzędach stanu cywilnego.

Ślub cywilny z obcokrajowcem w Polsce

Zgodnie z polskim prawem, w celu zawarcia związku małżeńskiego na terenie RP, cudzoziemiec musi przedstawić wystawiony przez swój kraj dokument stwierdzający brak przeszkód do wstąpienia w związek małżeński (ang. Certificate of no impediment to marriage). Ponieważ bardzo wiele krajów, w tym Pakistan i Stany Zjednoczone, takich dokumentów nie wystawia, Polska łaskawie proponuje rozwiązanie alternatywne. Można wystąpić do Sądu Rodzinnego z wnioskiem o uchylenie tej konieczności. I tu mądrość internetu się kończy, a świadkowie plączą się w zeznaniach. Udało mi się jednak uzyskać odpowiedź od Sądu, myślę, że możemy uznać ją za wiążącą, więc ją tu podsumuję:

  • Wniosek należy sporządzić samemu i przygotować do w 2 egzemplarzach (opłata 100zł).
  • Powodem w sprawie jest cudzoziemiec/cudzoziemka – należy podać jego/jej dane i adres.
  • Osobą pozwaną jest Polka/Polak, z którą cudzoziemiec/cudzoziemka planuje wstąpić w związek małżeński – należy podać dane, adres i pesel.
  • Do wniosku trzeba dołączyć oryginały aktów urodzenia obu stron, zaświadczenie o stanie wolnym i ksero paszportu z danymi personalnymi.
  • Wniosek NIE MUSI być złożony osobiście, można go też przesłać pocztą.
  • Po złożeniu wniosku jest wyznaczony termin rozprawy.

Wraz z rozprawą zaczynają się schody. Cudzoziemiec musi brać w niej udział, poza tym nie zawsze istnieje możliwość załatwienia tego podczas jednej rozprawy, a jak się domyślacie, między rozprawami zwykle mija trochę czasu. Kiedy i jeśli już uda się uzyskać wyrok pozytywny, należy odczekać 3 tygodnie aż się uprawomocni, wtedy dopiero udać się do urzędu cywilnego z prośbą o termin ślubu, który najwcześniej będzie mógł się odbyć po miesiącu, jeśli dobrze pamiętam. Innymi słowy, Książę musiałby albo rzucić pracę i zamieszkać na jakiś czas w Polsce, albo wytargować abonament na wizę Schengen i loty Nowy Jork – Gdańsk. Żadna z tych opcji nie wchodziła w grę.

Nadzieja pojawiła się, kiedy nie wiem jakim cudem, mój mą (prawie mąż) dokonał niemożliwego i załatwił zaświadczenie o braku przeszkód do wstąpienia w związek małżeński od miasta Nowy Jork. Trochę się przy tym chłopak nabiegał, bo sam dokument wymagał jeszcze dodatkowych dwóch poświadczeń, ale udało się. Do tego Konsulat Pakistanu wydał mu akt urodzenia niemal bez problemu. Dokumenty przetłumaczyłam najpierw sama, wolałam się upewnić, że wszystko jest w porządku, zanim wydam fortunę na tłumaczenie przysięgłe tych wszystkich oświadczeń i zaświadczeń. I słusznie.

Urząd Stanu Cywilnego

Urząd Miasta Gdyni
Pole bitwy o ślub rozegranej A.D. 2016

Do urzędu poszła tym razem moja Mama, w pojedynkę. Na samym początku byłam tam ja z Tatą (Mama stwierdziła, że takie panie dobrze reagują na mężczyzn), Tata wszedł z miłym uśmiechem, ja wślizgnęłam się za nim i obwieścił, że chcielibyśmy się dowiedzieć o procedury zawarcia związku małżeńskiego z obcokrajowcem. Pani otaksowała wtedy moją ciemną facjatę wzrokiem bazyliszka, powiew jej rzęs niczym włosków jadowitej gąsienicy z gatunku processionaria uderzył we mnie falą ostrzegawczą, wreszcie zakończywszy oględziny, wysyczała:

– Rozumiem, że ta pani jest obcokrajowcem, tak? – Wychudzona rosiczka zagrzechotała zwłowieszczo. Przez moment dochodziło do mnie znaczenie jej słów. Jęknęłam w duszy.
– To… mój… tata… A obcokrajowcem jest mój narzeczony…

Pani jakby złagodniała, ale i tak nie miała nam do przekazania dobrych wieści. Oprócz postępowania sądowego, innych furtek nie było.

W każdym razie do akcji przystąpiła moja Mama. Przedstawiła wszystkie dokumenty, powiedziała, że tłumaczenia przysięgłe oczywiście będą, chcemy tylko się upewnić, że wszystko jest tak, jak należy. Widząc zaświadczenie o braku przeszkód… pani wyraźnie pobladła i wyszeptała:

– Ale to niemożliwe… Stany nie wydają takich zaświadczeń…
– Tym razem wydały – powiedziała Mamusia z satysfakcją.

Pani zawołała swoje koleżanki, oglądały dokument ze wszystkich stron, sprawdzały wszystkie poświadczenia i… musiały się zgodzić, że spełnia on wszystkie wymagania. Tragedia! Będzie trzeba dopuścić do tego ślubu! Ale nie! Jest jeszcze akt urodzenia.

– To jest po angielsku! – wykrzyknęła z satysfakcją wskazując kartkę paluchem.
– No tak, córka tutaj dołączyła tłumaczenie, jeśli wszystko w porządku, oddamy do tłumacza przysięgłego…
– Nie, nie, nie rozumie mnie pani! To jest po angielsku – radość wręcz biła z kobiety – a ja doskonale wiem, że to powinno być w krzaczkach!

No i co zrobić. Nie wytłumaczy się, że Pakistan, będąc częścią dawnego Imperium Brytyjskiego, ma dwa języki urzędowe. Urdu i angielski. A poza tym jakie krzaczki, do cholery?! Robaczki jeżeli już. Jak to mówią, know your racism!

Tym samym wróciliśmy do punktu wyjścia. Nie ma krzaczków, nie ma ślubu. I tyle. Jedyne, co mnie tak odrobinę pocieszało, to to, że nawet gdybym sobie przygarnęła bezkrzaczkowego Włocha, albo innego obcego, ale z mało kontrowersyjnym paszportem i krajem, który bez problemu wystawia potrzebne zaświadczenie, to i tak mogłoby mi się nie udać ze ślubem w Polsce. Moja przyjaciółka i jedna z moich ulubionych osób na całym świecie wydawała się swojego czasu za Włocho – Austriaka, cudowny facet, nikogo lepszego nie mogłabym sobie dla niej wymarzyć. W każdym razie, Włochy odpowiedni certyfikat wystawiają, przyszły pan młody przedstawił bumagę, na której jasno stwierdzono brak przeszkód do zawierania związku małżeńskiego. Ten ślub cywilny z cudzoziemcem w Polsce jednak się nie odbył, urzędniczki radośnie papier odrzuciły, ponieważ nie sprecyzowano w nim, z kim ten związek małżeński może być zawarty. Z Klarą? Z Zosią? Kasią? A może z Ryszardem? Nasze nowojorskie zaświadczenie to akurat zawierało, ale cóż począć, skoro akt urodzenia nie był w krzaczkach.

Alternatywy

Po pierwszej fali rozgoryczenia i zrezygnowania, zaczęliśmy szukać innych opcji. Znajoma z firmy, mieszkająca w Polsce Amerykanka, która bardzo chciała poślubić w Polsce swojego amerykańskiego chłopaka i również odbiła się od muru polskich przepisów, polecała Gibraltar. Jest to dosyć dobra opcja, aczkolwiek dosyć droga, dosyć trudna logistycznie i wciąż wymagająca odpowiedniej ilości papierów i zaświadczeń. Ale może mogłabym mieć małpki w charakterze druhenek.

Dogłębny research uświadomił nas, że najłatwiejszym miejscem na zawieranie bardziej problematycznych małżeństw, niemal Las Vegas Europy, jest Dania. Zasadniczo wystarczy tam pokazać paszport i podpisać na miejscu zaświadczenie. Nadgorliwi mogą ewentualnie pokazać też akt urodzenia. Wszystko można załatwić na spokojnie z maksimum miesięcznym wyprzedzeniem, można skorzystać z jednej z licznych firm, które załatwiają za parę młodą wszystkie formalności na miejscu, a ceny rozpoczynają się od niecałego tysiąca EUR. W cenie jest nawet wynajem świadków, jeśli para młoda nie przywiezie własnych.

Co ciekawe, po złożeniu duńskiego aktu ślubu wraz z tłumaczeniem przysięgłym w polskim urzędzie stanu cywilnego, w ciągu dwóch dni dostaje się polski akt ślubu. Bez żadnych problemów.

Pozostało nam już tylko wybrać sobie dowolną datę (przyznaję bez bicia, że zaglądałam w tym celu na strony o numerologii!) przesłać kopie paszportów, zapłacić i zaplanować wycieczkę do Danii, a konkretnie na piękną wyspę Ærø.

Chcecie wiedzieć, jak nam poszło? Koniecznie wypatrujcie kolejnego posta! I nie zapomnijcie obserwować mnie na FB i IG @MiloscWCzasachStrefowych !

Tymczasem mini poradnik dla krnąbrnych dziewcząt i chłopaków, którzy wymyślili sobie współmałżonków z importu:

Zacznijcie planować wszystko z wyprzedzeniem. Zanim jeszcze zarezerwujecie salę weselną, czy zapłacicie DJowi zaliczkę, sprawdźcie, czy ślub, w dniu, który sobie wybraliście będzie w ogóle możliwy (czy urząd nie jest na przykład z jakiejś przyczyny tego dnia zamknięty, a w przypadku ślubu w plenerze, czy taka opcja jest w danym dniu dostępna). Przekonajcie się, czy rzeczywiście zdołacie zebrać wszystkie potrzebne dokumenty.

Pamiętajcie, że poza nielicznymi wyjątkami taki ślub może się odbyć najwcześniej po upływie 30 dni od momentu złożenia dokumentów w Urzędzie Stanu Cywilnego.
Przygotujcie całą papierkologię!

Ślub cywilny z obcokrajowcem jakie dokumenty:

Obywatel Polski:

  • odpis aktu urodzenia
  • aktualny dokument tożsamości (paszport lub dowód)
  • jeśli osoba jest po rozwodzie, to skrócony odpis aktu małżeństwa + orzeczenie sądu o rozwodzie (odpis)

Cudzoziemiec:

  • ważny paszport, karta pobytu (można brać ślub na turystycznej wizie Schengen)
  • odpis aktu urodzenia wraz z tłumaczeniem przysięgłym
  • słynne zaświadczenie dokumentujące zdolność prawną do zawarcia małżeństwa (jeśli kraj pochodzenia takie zaświadczenia w ogóle wystawia, można je uzyskać w Urzędzie Stanu Cywilnego w danym państwie, lub w jego ambasadzie), oczywiście wraz z tłumaczeniem przysięgłym
  • Oświadczenie dotyczące wyboru nazwiska
  • Wdowcy i rozwodnicy dodatkowo przedstawiają dokumenty potwierdzające poprzednie małżeństwo i jego koniec, czyli akt ślubu i orzeczenie rozwodowe, lub akt zgonu (wraz z tłumaczeniem przysięgłym)
  • Jeśli uzyskanie zaświadczenia o zdolności prawnej nie jest możliwe (pamiętajcie również, żeby zawierało wszystkie potrzebne informacje, w tym dane przyszłego współmałżonka), a Wasz/a narzeczony/a przebywa w Polsce, skorzystajcie z opcji wystąpienia do Sądu Rodzinnego, któremu podlegacie o zwolnienie z obowiązku przedstawienia zaświadczenia – procedurę opisałam w pierwszej części posta. Pamiętajcie, że takie rozwiązanie przedłuża sprawę, należy czekać na wyznaczenie terminu rozprawy (lub rozpraw), orzeczenie sądu i jego uprawomocnienie się.
  • Jeśli wszystko inne zawiedzie… jedźcie do Danii! W następnym poście podam namiary na biuro, z którego usług skorzystaliśmy i które mogę z czystym sumieniem polecić!

Ile kosztuje ślub cywilny?

Gdynia Urząd Stanu Cywilnego
Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate.

Jeszcze jedna ważna sprawa: podstawowy koszt ślubu cywilnego to 84zł, plus ewentualnie 1000zł, jeśli marzy Wam się ceremonia poza urzędem. Oczywiście sprawa trochę się komplikuje i ulega nieznacznemu podrożeniu, jeśli któreś z Was jest rozwodnikiem, lub wdowcem i trzeba przedstawić kolejne zaświadczenia, do których uzyskania niezbędna jest opłata skarbowa. Ale to i tak nic w przypadku, kiedy postawiliście na życiową ekstrawagancję i postanowiliście wziąć ślub cywilny z OBCOKRAJOWCEM! Pamiętajcie, że każdy dokument, który cudzoziemiec ma przedstawić musi być tłumaczony przez tłumacza przysięgłęgo. Cena będzie zależna od formatu dokumentu i oczywiście języka źródłowego. Ekonomiczniej jest zatem wybierać sobie partnera z krajów, których języki są dość powszechne. O ile akt urodzenia jest zwykle dość krótki, to zaświadczenie o braku okoliczności uniemożliwiających […] może, wraz ze wszystkimi poręczeniami zajmować ponad 10 stron tłumaczeniowych, co, w przypadku języka angielskiego, oznacza już 500zł (przypominam, że jeśli kraj pochodzenia partnera nie wystawia takiego zaświadczenia, to procedura sądowa kosztuje 100zł). W sytuacji kiedy ukochany bądź ukochana z importu są po rozwodzie, impreza staje się jeszcze droższa…

Podsumowując, jak to w dawnych czasach bywało, produkty krajowe są po prostu tańsze niż te z importu. Ale pamiętajmy, że nie wszystkim musi smakować Polo Cockta (żart!). Inna sprawa, że porównując to, co daje ślub cywilny w przypadku pary polsko-polskiej, a polsko-zagranicznej, możemy śmiało założyć, że to ci drudzy mają większą motywację. Nie mówię o małżeństwach służących tylko uzyskaniu europejskiego obywatelstwa – w wielu przypadkach, podobnie jak u nas, ślub cywilny był rzeczywiście jedynym sposobem na wspólne życie, Chciałabym powiedzieć górnolotnie, że w miłości nie ma miejsca na sknerstwo, ale realistycznie rzecz biorąc uważam, że są pary, których po prostu nie będzie stać na taki wydatek i w efekcie będą zmuszeni się rozstać, a to już jest bardzo przykre. Co o tym sądzicie? Myślicie, że jest jakiś sposób na obniżenie kosztów związanych z tymi procedurami? Dajcie znać!

Do K.

PS. Chciałabym w tym poście podziękować mojej cudownej przyjaciółce i jak się okazuje równie cudownej redaktorce Katarzynie, która ze świętą cierpliwością tropi błędy w moich tekstach. Przy okazji doprowadza mnie do łez genialnymi komentarzami. Mam nadzieję, że kiedyś sama zdecyduje się pisać, a tymczasem przedstawiam Wam próbki jej talentu w postaci dwóch komentarzy, które najbardziej mnie przy tym poście ucieszyły.

Komentarz dotyczący “okoliczności przyrody” panujących w Urzędzie Stanu Cywilnego:

“A tu może dopisz jakiś soczysty opis jaskini bazyliszka? Talerz z piankami, niedopita kawa z gruntem w szklance z odciśniętą wściekle różową szminką, tyle samo szminki brakującej na ustach bazyliszka, podwiędła rosiczka w doniczce, stukot akrylu w klawiaturę peceta, którego wiek trzeba by datować węglem C14, intensywny zapach perfum lancome tresor midnight rose w lotniskowej promocji za 129 zł (tu ukłon w stronę Blanki) prawdopodobnie odpowiadający za brak jędrności u rosiczki i być może po części podbródka Halinki, bo w tym zaduchu nikt i nic nie jest w stanie długo utrzymać jędrności… itede, itepe.”
Dodam jeszcze, że powiew gąsienicowych rzęs, to również pomysł Kasi.

Komentarz dotyczący konieczności przedstawiania aktu zgonu/orzeczenia o rozwodzie:

“przyp. tłum. Akt zgonu jest dokumentem standardowym, w związku z tym jego tłumaczenie jest znacznie tańsze niż tłumaczenie przysięgłe orzeczenia o rozwodzie, które może zawierać dużo niedefaultowych szczegółów i w związku z tym robi się je na piechotę, a nie korzystając z szablonu. To taka drobna rada dla tych, którzy jeszcze nie są rozwiedzeni: być może ekonomiczniej będzie uzyskać i w konsekwencji przetłumaczyć akt zgonu, if you know what I mean ;)”

Oficjalnie i na forum publicznym: Kasiu, kocham Cię nad życie i masz u mnie maliny!