Jakiś czas temu, rozochocona pierwszym, przeprowadzonym na potrzeby wpisu Dziecioo(d)porna, wywiadem z Dr Marysią, wymyśliłam sobie, że chciałabym na moim blogu pokazywać Wam historie inspirujących Kobiet, które mają coś wspólnego (niekoniecznie za sprawą partnera!) z innymi kulturami, głównie tymi określanymi jako orientalne. Tym sposobem w mojej głowie powstał zarys cyklu “zOrientowane”. Raz na jakiś czas, w piątki będę Was zapraszała na ciekawe (mam nadzieję) i na pewno nietuzinkowe rozmowy. Mam nadzieję, że w ten sposób uda nam się wspólnie pokazać różne oblicza “tajemniczego świata orientu”. 

Małgosia

Jako pierwsza zaproszenie na moją wirtualną kanapę, a raczej na pięknie tkany, perski dywan i jedwabne poduszki, przyjęła Małgosia, która od kilku lat jest szczęśliwą żoną Tunezyjczyka. Nie poznałabym jej, gdybym nie zaczęła prowadzić bloga. Podczas naszej krótkiej, instagramowej znajomości, z okruchów informacji przemycanych przez Gosię w komentarzach i wiadomościach w mojej głowie powstał obraz niesamowicie fascynującej historii. Zdecydowanie chciałam dowiedzieć się więcej (i nadal chcę!), dlatego zaproszenie Gosi do rozmowy było dla mnie oczywistą decyzją. Miałam co do tej rozmowy bardzo duże nadzieje i muszę powiedzieć, że ani trochę się nie zawiodłam. Zresztą, przekonajcie się sami!

Maja Klemp (MK): Przede wszystkim bardzo dziękuję, że zgodziłaś się na tę rozmowę. Długo zastanawiałam się, jakie pytania powinnam Ci zadać, żeby dowiedzieć się o Tobie jak najwięcej. Prawie się nie znamy, ale już na samej podstawie naszych kilku krótkich rozmów, mam powody przypuszczać, że Twoja historia jest niesamowita! Mam nadzieję, że uda nam się ją jak najlepiej przedstawić w naszym wywiadzie.

Zacznijmy nietypowo. Jaki jest Twój mąż?

Małgosia Ch. (MCh): Jaki jest mój mąż? W odpowiedzi na to pytanie mogłabym napisać referat. Jest uparty, szybko się unosi. Ma gorący temperament. Typowy choleryk i pewnie niektórzy mogliby sobie na podstawie tych kilku słów wyobrazić, że to typowy Arab, muzułmanin. Ale…. Jest też bardzo lojalny, opiekuńczy i dba o mnie jak chyba nikt nigdy, nie licząc najbliższej rodziny. Ma zasady, którymi się kieruje i życie w Europie zupełnie go nie zmieniło. 

Kiedy trzeba jest duszą towarzystwa. Lubi dobre piwo, nie przepada za mocnym alkoholem. Z drugiej strony je tylko potrawy halal i przestrzega Ramadanu. Nie modli się, chociaż nie wyklucza, że kiedyś może przyjdzie czas, kiedy się to zmieni. 

Nigdy nie kupił mi kwiatów. Ale nie ma tygodnia, żebym nie dostała jakiegoś prezentu. Często to drobiazg. Ładna szminka czy biżuteria. Czasem ulubione perfumy czy torebka. 

Uwielbia nastrój Bożego Narodzenia. Co roku sam ubiera choinkę, a ja nie mam szans się wykazać. 

Jest wykształcony. Skończył 2 fakultety. Mówi w dialekcie tunezyjskim, klasycznym arabskim, po francusku i angielsku. Mimo to, nie uniósł się dumą i nie robił problemów, kiedy okazało się, że jego pierwsza praca będzie polegała na sprzątaniu w fabryce przez jakieś 3 miesiące. Ma wspaniałą etykę pracy, wyniósł to z domu. 

maska z Tunezji
Fot. Archiwum prywatne. Maska przywieziona z Tunezji, powieszona na tle domalowanym przez męża Małgosi

Ma wiele pasji. Uwielbia futbol. Interesuje go polityka i sytuacja na świecie. Ma zmysł artystyczny, namalował kilka obrazów. Lubi wyszukiwać starocie na pchlim targu. Mamy mnóstwo różnych bibelotów, niektóre pochowane po szafkach, bo nie ma gdzie ich wyeksponować.

Lubimy wspólnie spędzać czas. Mój mąż ma kilku kolegów, głównie z pracy, z którymi od czasu do czasu wyskoczy do pubu, ale większość czasu spędzamy razem. I nie nudzimy się. Chociaż 3 miesiące kwarantanny i bycia ze sobą 24/7 trochę dały nam w kość. 

MK: Tak, kwarantanna to był prawdziwy test dla każdego związku…Co urzekło Cię w Twoim mężu najbardziej? 

Mch: Najbardziej urzekło mnie w nim to jak otwarty jest na świat. Jak wiele mamy wspólnego i jakie oboje wyznajemy wartości.

Urzekło mnie w nim również to, że jest oddany rodzinie, ale ma swoje zdanie i nie jest, jak to często bywa w arabskich rodzinach, połączony niewidzialną pępowiną z matką. Kocha ją i szanuje ale potrafi jej powiedzieć przykrą prawdę prosto w oczy.

MK: A właściwie, to jak się poznaliście?

Pierwszy raz odwiedziłam Tunezję kiedy byłam nastolatką, z rodzicami i braćmi. Było ok, ale nie byłam jakoś specjalnie zachwycona. Dlatego też, kiedy w październiku 2012 za namową 3 przyjaciółek leciałam z nimi do Tunezji, nie oczekiwałam od tego wyjazdu zbyt wiele. Okazało się jednak, że był to wspaniały urlop, bawiłyśmy się świetnie. Na tyle dobrze, że kilka miesięcy później, w styczniu, byłyśmy tam znowu. Tym razem z okazji moich urodzin. I byłam przekonana, że to mój ostatni pobyt w tym kraju. Mimo wszystko życie jest krótkie, a jest tyle wspaniałych miejsc, które chciałam zobaczyć.

Po powrocie zaczęłam śledzić kilka blogów o Tunezji. Skomentowałam coś, mój przyszły mąż odpowiedział na mój komentarz i się ze mną nie zgodził. Rozpętała się dyskusja, która po jakimś czasie przeniosła się na messengera. Po paru tygodniach zorientowałam się, że rozmawiamy codziennie. Na wszystkie tematy. I rozumieliśmy się czasem bez słów. Przenieśliśmy się na Skype i zaczęliśmy rozmawiać po 5,6 godzin dziennie. I coś zaiskrzyło. Jakieś 5 miesięcy od naszego pierwszego wirtualnego kontaktu poleciałam do Tunezji. Co dziwne, nie miałam żadnych obaw. Nie mogłam się doczekać kiedy zobaczymy się na żywo. And the rest is history…

MK: Historia z happy endem. No właśnie. Miałaś tradycyjne tunezyjskie wesele? Jak taka impreza wygląda?

Mch: Latalam do Tunezji średnio co 2 miesiące. Zaręczyliśmy się w czasie bodajże trzeciego pobytu. Byliśmy tylko we dwoje, kiedy się oświadczał, ale później była impreza niespodzianka z całą jego rodziną i przyjaciółmi. 

Wesele odbyło się 15 miesięcy po pierwszym spotkaniu w realu. Tradycyjne tunezyjskie wesele, skrócone do 3 dni. Normalnie wesele trwa tam około tygodnia. Mieliśmy 400 gości. Nie byłam zachwycona perspektywą takiej imprezy, ale mój przyszły mąż stwierdził, że żeni się tylko raz, a jego rodzice uważali, że należy się nam takie samo wesele jak jego braciom i siostrom. Pomogło to, że nie musiałam nic robić, jedynie się stawić i ładnie wyglądać. Wszystkim zajął się mój mąż z pomocą rodziny i przyjaciół.

Wesele odbyło się w Wigilię 2014 roku. Akurat taki termin najbardziej nam pasował ze względu na mój urlop.

Będąc w Tunezji 2 miesiące przed ślubem, zdecydowałam, że wypożyczę sukienkę. Wybrałam i przed moim przyjazdem na ślub bratowa ją odebrała. 3 dni przed ślubem podczas przymiarki wybuchnęłam płaczem, że mi się nie podoba. Mój mąż uruchomił swoje znajomości i na dzień przed ślubem znalazłam nową sukienkę. Bridezilla typowa się ze mnie zrobiła. 

Chociaż na początku miałam wątpliwości, absolutnie nie żałuję wesela. Mamy cudowne wspomnienia. Mieliśmy tradycyjne męskie i damskie wyjście do łaźni hammam. Imprezę z muzyką arabską, podczas której oboje mieliśmy na sobie tradycyjne stroje. Hennę. Było też tradycyjne ubijanie dwóch krów, co zdecydowanie było najmniej lubianym przeze mnie momentem. Uczestniczyłam w tym, obserwując z dość dużej odległości. Dostałam mahr, czyli tradycyjny podarunek od męża. W naszym wypadku złotą biżuterię i pieniądze, które po ślubie należą tylko do panny młodej. Było wiele tradycyjnych momentów w czasie naszego wesela. Mój mąż uderzający przede mną w ogromny bęben. Kadzidła palone na szczęście. Mój mąż został poddany uroczystemu goleniu i strzyżeniu. Było to coś czego nigdy nie zapomnę.

tunezyjskie ulice
Fot. Archiwum prywatne. Tunezyjska wersja wieczoru kawalerskiego – wesoły wypad do łaźni hamam

MK: W przypadku związków mieszanych, często pojawia się podejrzenie, że “importowany partner” jest tak zwanym “wizowcem”. W dodatku Ty jesteś od swojego męża trochę starsza – spotkałaś się z podobnymi osądami ze strony otoczenia?

MCh: Oczywiście, że miałam obawy, że mój mąż to wizowiec. Mimo że zanim mnie poznał był dwukrotnie w Europie (w ramach wymiany studenckiej) i sądzę, że nawet bez mojej pomocy mógłby tutaj dotrzeć. 

Od początku było między nami jasne, że będziemy żyć w Europie. Mój mąż miał w Tunezji dość dobrą pracę w biurze. Jego rodzina należy do klasy średniej i nigdy niczego im nie brakowało. Jednak mój mąż chciał mieszkać w Europie. Wiedział, że ma tutaj większe możliwości. Ale nie było to jego celem życiowym. W Tunezji również nieźle sobie radził. Co go w Tunezji najbardziej frustrowało to biurokracja. I brak możliwości takich jak np. zakupy przez internet. 

Ja nigdy nie widziałam się nigdzie poza Europą. Lubię swoje komfortowe życie i chyba w Tunezji ani żadnym podobnym kraju bym się nie odnalazła. Mimo że Tunezja to zdecydowanie najbardziej progresywny kraj arabski.

Obecnie mój mąż ma pozwolenie na stały pobyt i nic właściwie by nie stało na przeszkodzie, żeby mnie zostawił. A jednak tego nie robi. Mamy mnóstwo wspólnych planów na przyszłe lata. Jestem bardzo zaangażowana we wszystko, co dzieje się w jego rodzinie. Myślę, że po ponad 5 latach małżeństwa i siedmiu znajomości coś bym już zauważyła? Jakąś najmniejszą oznakę?

Co do mojej rodziny i znajomych… Wychowałam się w Niemczech. W Anglii mieszkam od 15 lat. Cała moja rodzina jest w Niemczech. Kilka lat temu chciałam tam wrócić, ale zostałam w Anglii ze względu na męża, który nie zna niemieckiego i musiałby tam zaczynać od zera.

Ja i moi trzej bracia wychowaliśmy się w międzynarodowym towarzystwie. Chodziliśmy do szkoły z Niemcami, ale również z dziećmi z byłej Jugosławii, Turcji, Włoch czy krajów afrykańskich. Mieszkaliśmy w małym mieście, gdzie wszyscy się znają. Moi rodzice mieli przyjaciół z Włoch, Indii, Turcji. Nikt z moich bliskich nigdy nie wyraził się negatywnie w kwestii mojego wyboru. Jedyne co było dyskutowane to różnica wieku. Jestem 9 lat starsza od męża. Ale nie był to jakiś wielki dramat.

MK: A w drugą stronę? Jak zareagowała na Ciebie tunezyjska rodzina? Wiem, że teraz macie wprost wymarzone relacje, wiem też, że Twoja teściowa już na wstępie okazała ogromną klasę, ale jak było, zanim pojechałaś ich poznać? Nie sprzeciwiali się małżeństwu syna z rozwódką?

MCh: Mam bardzo dobre relacje z teściami. Jestem chyba ulubioną synową, bo kiedy jesteśmy w Tunezji i przez dom przewija się mnóstwo ludzi łącznie z dziećmi, to właśnie mnie teściowa zawierza klucze od swojej sypialni, gdzie trzyma wartościowe rzeczy, nie innym synowym czy nawet swoim dzieciom. Oczywiście musiałam sobie na takie zaufanie zasłużyć. Wiem że na początku nie byli zachwyceni że syn jest w związku ze starszą od siebie rozwódką. Myślę, że plusem było to, że nie miałam dzieci. A także to, że mój były mąż był muzułmaninem i byłam na tyle obeznana z kulturą i religią, że mogliśmy przez to szybciej znaleźć wspólny język.  

Przed moją pierwszą wizytą rozmawiałam z nimi wielokrotnie na Skype. Po moim przylocie do Tunezji moim pierwszym przystankiem był dom teściów, żebym mogła poznać ich osobiście. Przyjęli mnie bardzo miło. Oczywiście, że mieli obawy. Mogłam się okazać turystką, która przyjeżdża zabawić się z ich synem. Tak więc to działa w dwie strony.

Kiedy już poznałam teściów i zaczęłam spędzać z nimi czas, okazało się, że bardzo się polubiliśmy. I teraz mogę powiedzieć, że są moją rodziną.

MK: Wróćmy jeszcze na chwilę do rozwodów – Twój poprzedni mąż był Pakistańczykiem. Przypadek, czy masz skłonności do egzotycznych przystojniaków?

Mch: To pytanie mnie rozbawiło. Tak, chyba mam skłonności do egzotycznych przystojniaków. Zawsze podobali mi się opaleni bruneci.

Mojego byłego męża poznałam w Niemczech. Muszę zaznaczyć, że rozstaliśmy się w zgodzie. On musiał wrócić do Pakistanu z powodów rodzinnych, a ja nie wyobrażałam sobie ani życia w Pakistanie, ani czekania na niego przez kilka lat. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że chyba nie była to jakaś wielka miłość. Byłam młoda, kiedy wychodziłam za mąż miałam 23 lata i chyba nie do końca przemyślałam sprawę. Co nie zmienia faktu, że przeżyliśmy dobre wspólne 11 lat i długo po rozstaniu utrzymywaliśmy ze sobą kontakt.

Fot. Archiwum prywatne.

MK: Ciężko nie zauważyć pewnej tendencji do wrzucania wszystkich muzułmanów, bez względu na narodowość, do jednego, wyjątkowo brzydkiego worka. Ty masz pewne porównanie – czy zauważyłaś jakiekolwiek podobieństwa między swoim byłym, a aktualnym mężem? Idąc dalej, jakbyś porównała Tunezję z Pakistanem? Powiedziałaś mi kiedyś, że nigdy nie mogłabyś mieszkać w Pakistanie – a w Tunezji?

Mch: Zgadzam się z tobą że muzułmanie są wrzucani do jednego worka. Ludzie nie rozumieją, że oprócz religii istnieje jeszcze kultura. A ta różni się w każdym kraju.

Nie mogłabym mieszkać poza Europą. Jestem na to chyba za wygodna. Brakowałoby mi codziennego komfortu. Zakupów przez internet, ulubionych miejsc, sklepów. Nie mogłabym żyć tak daleko od rodziny. Wprawdzie teraz mieszkamy w innych krajach, ale dzieli nas tylko 1,5 godziny lotu.

Przeraża mnie również biurokracja, z którą można się ciągle spotkać w krajach takich jak np. Tunezja. Co do różnic między Tunezją a Pakistanem, jest ich sporo. Tunezja jest bez wątpienia najbardziej progresywnym krajem arabskim. Od czasu Arabskiej Wiosny wiele się zmieniło. Nie ma zbytniej cenzury. Na ulicy można spotkać Tunezyjki w hidżabie, ale też takie w szortach. Dziewczyny w kawiarniach palą papierosy. Mają zdecydowanie większą swobodę i prawo wyboru. Tunezja to chyba jedyny kraj muzułmański w którym kobieta muzułmanka może poślubić niemuzułmanina.

Wydaje mi się że w czasie ostatnich 10, 15 lat Tunezja zmierza we właściwym kierunku, a Pakistan się cofa. Oczywiście nie byłam w Pakistanie od lat, ale wydaje mi się, że obecnie nie czułabym się tam tak swobodnie jak kiedyś. Tunezja to również jeden z głównych kierunków turystycznych dla Europejczyków. 

Mimo że szanuję każdą kulturę, to jestem wdzięczna że urodziłam się w Europie.

MK: Kto jak kto, ale Ty akurat wiesz o czym mówisz – masz skalę porównawczą, jesteś prawdziwą globtroterką, odwiedziłaś ponad 40 różnych krajów. Który Cię najbardziej urzekł? Gdzie najbardziej chciałabyś mieszkać? Jesteś zadowolona z życia w UK?

Mch: Zwiedziłam sporo krajów. Mój były mąż miał międzynarodową firmę i dzięki niemu byłam w każdym kraju Europy, oprócz Portugalii. Mieszkałam kilka miesięcy w Moskwie, Kijowie, Barcelonie i Warszawie. 3 lata spędziłam w czeskiej Pradze. Z kolei z rodzicami odwiedziłam Kubę, Isla Margarita, Grecję, Tunezję, Bułgarię i parę innych krajów. Byłam ponad 10 razy w Pakistanie, 2 razy w Indiach i w Nepalu. Odwiedziłam też Uzbekistan.

Najbardziej jednak urzekły mnie Wyspy Kanaryjskie. Byłam na Lanzarote, Gran Canarii, Fuerteventurze. 3 lata temu z obecnym mężem odwiedziłam Teneryfę i to chyba mogłoby być moje miejsce na ziemi. Jestem zadowolona z życia w UK. Mam dobrą pracę i czuję się tutaj jak u siebie. Świetnie mi się dorastało i żyło w Niemczech. Ale myślę, że Wyspy Kanaryjskie to miejsce dla mnie. Afrykański klimat i wszystkie udogodnienia życia w Europie.

MK: Co powiedziałabyś wszystkim domorosłym specjalistom od związków międzykulturowych, którzy z uporem maniaka krytykują każdą kobietę, która zwiąże się z muzułmaninem?

Mch: Że związek mieszany to wyzwanie. Ale który związek nim nie jest?

Ostatnio przeczytałam komentarz „znawczyni” takich związków, która twierdzi, że w takie relacje wchodzą kobiety słabe, którym odpowiada patriarchalny wzór rodziny. Uważam, że to absolutna bzdura. W wielu krajach muzułmańskich to kobieta ma w domu najwięcej do powiedzenia i ma największy wpływ na swoich synów i córki. 

Obracając się 25 lat w tych kręgach kulturowych, mogę stwierdzić, że jest wręcz przeciwnie. W większości związków mieszanych kobiety są silne i niezależne. Nie sądzę, żeby mój mąż był mną zainteresowany, gdybym była słabym, wymagającym ciągłej opieki kwiatuszkiem. Moja niezależność, niezłomne poglądy i zasady to cechy, które chyba wydały mu się u mnie atrakcyjne. 

Związek mieszany jest możliwy. Wymaga wielu wyrzeczeń i kompromisów. Czyli tak jak każdy inny związek.

MK: Idealnie w punkt! Świetnie to podsumowałaś. Na koniec chciałabym się zapytać, czy macie teraz jakieś marzenie? Czego mogę Wam życzyć? Oczywiście poza końcem pandemii i przywróceniem możliwości podróżowania!

Mch: Chyba zdrowia, cierpliwości i tego żeby nic się nie zmieniło. Chyba że na lepsze.

MK: W takim razie właśnie tego Wam życzę. I raz jeszcze bardzo dziękuję, że zgodziłaś się podzielić z moimi Czytelnikami swoją niesamowitą historią.

Mam nadzieję, że podobnie jak mnie urzekła Was ta niesamowita, międzynarodowa historia miłosna. Jeśli macie jakiekolwiek pytania do Małgosi, możecie śmiało zadawać je w komentarzach, lub odwiedzić ją na instagramie.